Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transplantologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transplantologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2012

Spojrzenie na transplantologię

Tego typu artykuły, jak ten wróżą zainteresowanie służb specjalnych.

Czy będzie tak w tym wypadku? Zobaczymy. Faktem jest, że wszystkiego na sporawę dr. Garlickiego zwalić nie można.

Nas zainteresował ten komentarz, który znalazł się pod artykułem w "Rz":


A to rzeczony artykuł:

W 2011 r. przeszczepiono w Polsce rekordową liczbę 1514 narządów, a w tym roku powinno być równie dobrze, jeśli nie lepiej - poinformował prof. Roman Danielewicz, dyr. Poltransplantu.

Polska transplantologia powoli wychodzi z zapaści.

Specjalista mówił o tym podczas debaty eksperckiej "Transplantologia polska - fakty", która odbyła się w Warszawie. Okazją do tego była konferencja "Żywy dawca narządów".

Do końca sierpnia 2012 r. przeszczepiono w naszym kraju 1014 narządów pozyskanych od zmarłych dawców, co pozwala oczekiwać, że również w tym roku przekroczona zostanie liczba 1500 przeszczepów. Oprócz tego, w tym samym okresie przeszczepiono 34 nerki i 10 fragmentów wątroby pobranych od żywych dawców, dwa razy więcej niż w 2009 r.

To największy wzrost od 2007 r., gdy po tzw. aferze z dr G. w 2005 r. polska transplantologia przeżywała zapaść. Liczba przeszczepów spadła wtedy do zaledwie 983. - Cieszymy się z większej liczby zabiegów, ale nie odzyskaliśmy jeszcze w pełni tak dużej liczby pozyskań narządów do przeszczepów jaką mieliśmy w 2005 r. - podkreślił prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii.

W 2005 r. organy wewnętrzne pobrano od 556 dawców, podczas gdy w 2011 r. od 553. Najmniej było ich w 2007 r. - zgłoszono wtedy zaledwie 352 dawców.

- Dążymy do tego żeby żaden z narządów pozyskanych do przeszczepienia nie został zmarnowany" - powiedział prof. Danielewicz. Liczba zabiegów zależy jednak przede wszystkim od tego jak dużo narządów zostanie pobranych od zmarłych, jak również ile osób zdecyduje się oddać własną nerkę lub fragment wątroby bliskiej sobie osobie. W obu tych przypadkach - podkreślono podczas debaty - jest jeszcze wiele do zrobienia.

Prof. Zbigniew Włodarczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantologicznego, podkreślił, że nadal są regiony kraju, gdzie od lat zgłaszanych jest bardzo mało zmarłych dawców, od których można było pobrać organy. Należy do nich przede wszystkim cała południowo-wschodnia Polska. Identyfikuje się tam kilkakrotnie mniej potencjalnych dawców niż w całym kraju.

Pod wzglądem liczby zgłaszanych dawców zdecydowanie przodują województwa zachodniopomorskie i lubuskie. W 2011 r. zgłaszano tam 26 zmarłych na 1 mln mieszkańców. Na kolejnym miejscu było woj. wielkopolskie, gdzie narządy pobrano od 20 zmarłych.

Najgorzej w tej statystyce wypadły województwa świętokrzyskie, podkarpackie i małopolskie - zgłaszanych jest tam tylko 5-8 zmarłych dawców. Poprawiła się natomiast sytuacja w Mazowieckiem. O ile w 2010 r. zgłoszono zaledwie 8 dawców, to w 2011 r. było ich już ponad 14 (więcej nawet niż w 2006 r. gdy zgłoszono 13 dawców).

Według prof. Rowińskiego, wiele zależy od postaw, w tym wypadku lekarzy, a nie tylko od rozwiązań systemowych w służbie zdrowie. Jego zdaniem, lekarzy nie wolno zmuszać do tego, by po rozpoznaniu śmierci mózgowej zgłaszali potencjalnych dawców narządów. Można ich jedynie do tego przekonywać i zachęcać.

- Sytuacja w polskiej transplantologii nieco się poprawiła, ale wciąż daleka jest jeszcze od oczekiwań - podkreślił prof. Andrzej Chmura, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej dla woj. mazowieckiego.

Na przeszczep nerki do sierpnia 2012 r. oczekiwało 1562 osoby, a na wszystkie transplantacje - 2265 chorych. Według prof. Mariana Klingera, konsultanta krajowego w dziedzinie nefrologii, nadal szwankuje zarówno pozyskiwanie potencjalnych zmarłych dawców, jak i kwalifikacja chorych do przeszczepu.

Prof. Danielewicz przedstawił dane, których wynika, że dla zaspokojenia wszystkich potrzeb już teraz trzeba byłoby co roku przeszczepiać około 2 tys. nerek, 600 wątrób i 220 serc.

Podkreślono, że do transplantacji nerek zbyt mało pacjentów zgłaszają stacje dializ. - Koszty przeszczepu nerek są trzykrotnie tańsze niż roczna dializoterapia, nie mówiąc o tym, że pacjent po transplantacji może być w pełni aktywny, również zawodowo - powiedział prof. Włodarczyk.
Pięć lat po przeszczepie nerki żyje w Polsce 88 proc. chorych, po wymianie wątroby - 66 proc., a serca - 60 proc. W sumie żyje już prawie 9,3 tys. osób po przeszczepie nerki, w tym ponad 240 dzieci. (PAP)


wtorek, 27 grudnia 2011

Łzy transplantologów

Jak się zapewne kiedyś drodzy Czytelnicy przekonaliście, nie zawsze prawda przedstawiana w tzw. mainstreamie jest prawdziwa. Manipulacja i dezinformacja stała się standardem.

Przykład z archiwum Rynku Zdrowia. Tam dezinformacja kryje się pod dramatycznym tytułem "Transplantologia: Nie stać nas na transport organów z zagranicy":

Dzięki zmianie prawa Polska mogłaby korzystać z organów dawców z całego świata. Jest jednak pewien problem. - NFZ płaci zryczałtowaną stawkę za procedurę medyczną – mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Zbigniew Włodarczyk ze Szpitala Uniwersyteckiego im. dr A. Jurasza w Bydgoszczy, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej. Mają się w niej zmieścić koszty zabiegu i transportu.
– Koszty procedury są takie, że nie stać nas na przywóz organów np. samolotem z Francji. Z pieniędzy na przeszczep musimy wykonać zabieg – podkreśla prof. Dariusz Patrzałek z Akademickiego Szpitala Klinicznego im. M. Radeckiego we Wrocławiu, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej.
Kierowana przez niego Katedra i Klinika Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej AM w najlepszych czasach przeszczepiała nawet 120-140 nerek rocznie. Teraz połowę mniej. Narodowy Fundusz Zdrowia płaci szpitalowi od  53 do 240 tys. zł. za każdy przeszczep. Cena zależy m.in. od tego czy narząd pobrano od dawcy spokrewnionego z biorcą czy też nie. Koszty transportu organu do przeszczepu są ogromne nawet w granicach Polski.
Otóz tylko "prawda jest ciekawa", a nie mydlenie oczu czytelnikom. Prawda jest brutalna. Otóż kliniki w Polsce nie mają odpowiednich akredytacji. Nie spełniają większości unijnych standardów. Można je poznać tu.

Co to oznacza dla pacjentów? Polacy, którzy nie mogą doczekać się przeszczepu, wpisują się na listę Eurotransplantu. Płacą za to i mają przeszczep zagranicą. Szybko i bezstresowo.
Polska, owszem wysyła do Eurotransplantu narządy. I tu zaskoczenie - o ile dziwnym trafem w Polsce "nie nadawały się" do przeszczepu, to tam jak najbardziej...

Krajowa Rada Transplantacyjna jest tworem utajnionym... Takie przynajmniej można odnieść wrażenie po bezskutecznych próbach znalezienia jej składu w BIP Ministerstwa Zdrowia. Jest za to na stronach Poltransplantu. I co wiedzimy?

Że prof. Patrzałek (ten żalący się na procedury w artykule w "Rynku Zdrowia") zasiada w tejże Radzie w prestiżowych zespołach: 
  • Zespole ds. opinii prawnych i regulacji międzynarodowych,
  • Zespole ds. kontroli i ozwoleń MZ,
  • Zespole ds. organizacyjnych pobierania i przeszczepiania narządów i oceny jakości świadczeń w transplantologii,
  • Zespole ds. Programu Wieloletniego pn. Narodowy Program Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej na lata 2011-2020
Może pora skoncentrować się na zdobywaniu akredytacji, a nie zwalać wszystko na koszty transportu i NFZ?